Koszyk pozdrowień Tobie wysyłam
tak daje znak, że ja tu byłam.
Wrócę ponownie, może wieczorem,
gdy noc maluje czarnym kolorem.
Jak gwiazdy zabłysną na niebie,
piękne sny poślę do Ciebie.
Jak bombka na choince i gwiazda na niebie, tak Bóg miłosierny zjawi się u Ciebie i da Ci spokój, radość i wiarę w te święta radosne, hojne i wspaniałe.
Kochaj jakby nikt Cię nie zranił,
pracuj, jak gdybyś nie potrzebował pieniędzy,
tańcz, jak gdy nikt nie patrzył,
śpiewaj, jak gdyby nikt nie słuchał,
żyj jak gdybyś był w raju.
W dniu Święta Dziecka,
przyleciał ptaszek, chyba z Olecka,
i mówił, że wiek nie ma znaczenia,
bo relacja ojciec syn, się nie zmienia.
Życzę więc dorosłemu synkowi,
żeby nad wodą mnóstwo nałowił,
żeby same na brzeg wychodziły sumy,
żeby wszystkie słupy zawsze były z gumy,
żeby studia Ci szły bez trudu,
żeby nikt nigdy nie robił Ci brudów,
żeby Ci deszcz na głowę nie padał,
żeby Ci nikt bólu nie zadał,
żeby dla Ciebie drogi były proste,
bo zakręty bywają zbyt ostre.
Żeby Ci już stolarz fotel robić zaczął,
bo potem mu ludzie wręcz nie wybaczą,
że dyrektor skończył potrzebne fakultety,
a d*py posadzić nie ma na czym, niestety.
Czas szybko przecież leci,
Zaraz przyjdą żona, dzieci,
W kalendarzu cyfra jedna drugą gania,
jak w CPN-nie podczas tankowania.
I nie zdążysz dobrze zobaczyć, jak świat się zmienia,
jak swoim dzieciom będziesz składać życzenia.
Puki co, ja do Ciebie piszę teraz,
żebyś swego Fatra wspomniał nie raz.
Na dziś już kończę te życzenia skromne,
piszę na bieżąco, bo potem zapomnę.
Piszę se wolno, spokojnie, bo w WORD-dzie,
to czasem najchętniej dał bym po mordzie,
kiedy mam koniec pisanej wiadomości,
a poczta lubi mnie wnerwić do białości,
że sesja skończona i cyt do widzenia,
cały tekst zniknął bez (k) przeproszenia!
No trzymaj się Synciu, kończę list przydługi,
w przyszłym roku napiszę Ci drugi.
Dziadkowie drodzy, Wasza wnuczka mała
już mówić umie; więc dzisiaj wam powie,
że przed obrazkiem Jezusa klęczała
i dziś za Wasze modliła się zdrowie.
Prosiła Bozi, żebyście szczęśliwie
złote zbierali kwiatki na tej niwie,
którą zwą życiem, i żeby to życie
jasne Wam było, jak słonko w błękicie.
Mama - to cisza,
dni wyczekiwania,
ból i radość z cierpienia,
to słowo kochane,
kroki najpierwsze,
noce nieprzespane,
i ręce najlżejsze.
To ucho najczulsze,
każdy szmer usłyszy,
spojrzeniem utuli,
melodią uciszy,
najmilsze uśmiechy,
tkliwość i cierpliwość,
to serce to matka to miłość!
Śnieg nam wszystkim popsuł szyki,
przykrył jajka i koszyki
a kurczaczkom zmarzły nóżki,
więc się tulą do rzeżuszki,
lecz choć śnieg nam pada w święta
i pogoda taka wstrętna
my święconym się dzielimy
i radości wszem życzymy.